Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpinak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpinak. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 listopada 2011

Raviolone

Dziś nie mam siły na pisanie... To jeden z tych dni, kiedy człowiek pragnie jedynie zakopać się w puchowej kołdrze, leżeć bezczynnie cały dzień, nie myśleć o niczym, nie czuć, nie wyciągać wniosków a wszystkie próby nawiązania komunikacji szybko niweczyć.
Ale bywają i takie dni, po prostu trzeba sobie z nimi radzić. Albo przeczekać.


Dziś przepis, który miałam zamiar przygotować na durszlakowy konkurs ale niestety brakło czasu. Znaleziony na jednym z włoskich blogów przykuł moją uwagę swoją pomysłowością a zarazem prostotą.
Po co 'męczyć się' z pojedynczymi, maleńkimi pierożkami jeśli można zrobić jedną, porządną porcję?
I jeszcze to rozpływające się żółtko jajka w połączeniu z ukochanym szpinakiem i ricottą!

Niestety nie przewidziałam jednej rzeczy, a mianowicie, iż mój poziom włoskiego nie dochodzi jeszcze do etapu w którym jestem w stanie przetłumaczyć przepis kulinarny :D Stąd ciasto na raviolone jest moją prywatną improwizacją.

Odsyłam również do linka ponieważ zawiera obrazkową i dość szczegółową instrukcję jak przygotować całe danie krok po kroku.

U mnie dwie wersje nadzienia- z jajkiem i bez. Polecam zdecydowanie bardziej tę z jajkiem!



Raviolone con ricotta e spinaci

Składniki na ciasto:
- szklanka mąki pszennej
- szklanka mąki pełnoziarnistej ( można całość zrobić na bazie mąki białej)
- jajko
- 2 łyżki zimnej wody ( ilość zależna od tego, ile płynu wchłonie mąka)

Mąki wysypujemy na osuszony blat, mieszamy ze sobą. Po środku tworzymy dołek, w który wbijamy jajko. Zagarniając równomiernie mąkę do środka (tak, jakbyśmy chcieli zakopać jajko), powoli wyrabiamy ciasto. W razie gdyby ciasto się kruszyło dodajemy po łyżce zimnej wody i wyrabiamy do uzyskania zwartej, jednolitej konsystencji. Ciasto zawijamy w folię i odkładamy na 20 minut do lodówki. Po tym czasie dzielimy na 4 części, każdą dokładnie rozwałkowując na cienki okrąg. 

Składniki na nadzienie:
- 500 g mrożonego szpinaku
- 3 łyżki sera białego kanapkowego
- 50 g pokruszonego sera ricotta
- łyżeczka gałki muszkatołowej
- sól, pieprz, bazylia, oregano
- opcjonalnie żółtko jajka

Szpinak płuczemy, dokładnie odsączamy, kroimy i wrzucamy na patelnie. Dusimy do momentu, aż znacznie zmniejszy objętość ale nadal pozostanie jędrny. Przekładamy do miseczki, mieszamy z serami. Dodajemy przyprawy i jeszcze raz mieszamy. 

Tak przygotowany farsz nakładamy na środek wcześniej rozwałkowanego ciasta, robimy dołek i delikatnie wbijamy żółtko z jajka. Brzegi smarujemy wodą, nakładamy drugi płat ciasta, mocno dociskając brzegi. Widelcem 'zaciskamy' brzegi po raz drugi. Wrzucamy do osolonego wrzątku i gotujemy ok 7-10 minut w zależności jakie jajko chcemy uzyskać. 

My z mamą jadłyśmy bez sosu ale uważam, że jeszcze lepiej smakowałby z lekkim beszamelem.
Zdecydowanie polecam!    

Niestety nasze ravioli gotowało się ciut za długo dlatego wyszło bardziej jajko na twardo :) Ale mimo wszystko było pyszne! 

sobota, 12 listopada 2011

Tort naleśnikowy. Nareszcie.

Dopadło i mnie.
Podobno 40% nastolatków cierpi na chroniczne przemęczenie. Myślałam, że moje pokłady sił są nieskończone ale chyba się jednak pomyliłam. I muszę przyznać, że prawdopodobnie studia, zajęcia dodatkowe, praca, nauka, życie i nieszczęsna choroba to za dużo dla jeden osoby.
A może to po prostu taki okres?



Swoją drogą podziwiam Was wszystkie (bądź wszystkich), którym udało się wygrać walkę z samą sobą... I jedzeniem... Ja ostatnio czuję, że chyba nie podołam. Pomimo wszelkiej pomocy, jaką otrzymuje zewsząd.
A może to po prostu gorszy okres?
Powinnam dziękować za troskę i wsparcie, które otacza mnie z każdej strony bo wiem, że niektórzy muszą przez to przechodzić zupełnie sami, co tym bardziej podziwiam.



Na pocieszenie przepis, który wpadł mi w ręce jako jeden z pierwszych a na wykonanie czekał dobry rok. W sumie sama nie wiem dlaczego. Smaczny, szybki, starannie wykonany wychodzi bardzo efektownie. Idealny zarówno na słodko jak i wytrawnie. Uważam, że doskonale sprawdzi się nawet na uroczystych obiadach gdy włoży się w niego ciut więcej pracy i precyzji niż ja :) .

U mnie z ulubionymi ostatnio dodatkami czyli szpinakiem, serem i brokułami. No i trochę mniej wyjściowy bo robiony 'na szybko', między wykładami a pracą.
Serdecznie polecam :)


Szpinakowo-brokułowy torcik naleśnikowy

Składniki na naleśniki: 

- szklanka mąki pełnoziarnistej
- pół szklanki mleka
- pół szklanki wody gazowanej
- niecała łyżka oliwy
- jajko
- spora łyżeczka suszonej bazylii
- pół łyżeczki oregano
- szczypta soli 

Wykonanie: 
 
 Do miski przesiewamy mąkę, dodajemy przyprawy oraz jajko. Wodę mieszamy z mlekiem i dolewamy do reszty składników. Miksujemy na wysokich obrotach aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Na koniec dodajemy oliwę i miksujemy jeszcze przez chwilę. Ciasto powinno wyjść dość rzadkie ( co pozwala na usmażenie cieńszych naleśników, jakie ja osobiście preferuję) więc w razie potrzeby dolewamy wody. Odstawiamy na bok. Po 10 minutach smażymy cienkie naleśniki na mocno rozgrzanej patelni. Nie dodajemy już tłuszczu.

 Składniki na nadzienie: 

- 500 g szpinaku, umytego i odsączonego
- pół niedużego brokuła
- 50 g sera feta, pokrojonego w drobną kostkę
- 2 łyżki ulubionego serka białego kanapkowego
- ząbek czosnku
- szczypta gałki muszkatołowej
- sól i pieprz do smaku

Wykonanie:

Odsączony szpinak wrzucamy na patelnie, zalewamy łyżką wody, dodajemy wyciśnięty przez praskę czosnek i dusimy przez około minutę (aż znacznie zmniejszy objętość). Brokuła wrzucamy do mocno wrzącej wody, gotujemy al dente, odsączamy i drobno kroimy. Do szpinaku dodajemy ser biały oraz przyprawy i wszystko razem dokładnie mieszamy. 

Spód naczynia żaroodpornego smarujemy sosem ( u mnie pomidorowy ale idealnie sprawdzi się również beszamel) i kładziemy pierwszego naleśnika. Wykładamy porcję szpinaku, posypujemy fetą i przykrywamy kolejnym naleśnikiem. Następną warstwę stanowią brokuły. Tak przekładamy aż do uzyskania satysfakcjonującej wysokości, pamiętając aby na samym wierzchu znalazł się ostatni naleśnik. Polewamy sosem, posypujemy serem wedle uznania i zapiekamy przez 15 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni. 
Kroimy jak tort i zajadamy :)
Smacznego! 

PS. Okropnie tęsknie za czasami gdy jedzenie było tylko i wyłącznie przyjemnością, taką, jaką jest teraz dla mnie gotowanie, a nie swego rodzaju obowiązkiem czy trudem...